Ostatnie wpisy

  • W - jak Wolność 2016-05-03 17:43:58

    I tak stałem się obywatelem nowego państwa Wolnej Republiki Liberlandu  https://liberland.org/en/main/  spodobała mi się preambuła do...

  • P - jak Państwo 2016-04-28 09:09:07

    Poniżej kolejne teorie natemat państwa przedstawione tym razem przez p. Damian Kubiak ze strony libertarianin.org, gdzie zgrabnie rozbiera się ze...

  • P - jak Pieniądze 2016-04-27 20:56:05

    „Są rzeczy ważniejsze od pieniędzy, ale bez pieniędzy tych rzeczy nie kupisz.” Prosper Merimee (1803 -...

  • P - jak Pieniądze 2016-04-22 20:53:42

    "Pieniądze są człowiekowi potrzebne po to, żeby nigdy o nich nie myślał." nieznane pochodzenie...

  • P - jak Państwo 2016-04-14 09:14:53

    Poniżej dalsza część poglądów na państwo p. Stanisław Wójtowicz przedstawiona na jego stronie:  Libertarianizm postuluje...

pokaż wszystkie

Allegro - aukcje

Ebay - aukcje

Ebay

This website uses cookies. By continuing to use this site, you are agreeing to our use of cookies. To learn more about it you can visit this site http://www.aboutcookies.org/

OK, don't show any more

P - jak Państwo

0 Komantarzy
2016-03-09 09:13:32
 

Poniżej dalsza część poglądów na państwo p. Stanisław Wójtowicz przedstawiona na jego stronie:
Podstawową zasadą moralną, na której wspiera się libertarianizm, jest zasada nieagresji. Istnieje wiele sformułowań tej zasady, ja sam najbardziej przekonany jestem (będąc świadom pewnych stylistycznych niezręczności) do następującej jej wersji: Nikt nie ma prawa inicjować przemocy względem drugiej osoby lub jej własności. Zasada nieagresji wskazuje więc, że przemoc fizyczną stosować wolno tylko i wyłącznie, broniąc się przed przemocą ze strony innych. Jeżeli druga osoba próbuje kontrolować to, w jaki sposób korzystasz ze swego ciała lub swojej prawomocnie zdobytej własności, masz prawo użyć przemocy, by bronić się przed jej atakami (i by ukarać/otrzymać zadośćuczynienie od sprawcy). Nie wolno ci jednakże rościć sobie prawa do kontrolowania tego, w jaki sposób żyją inni ludzi i co robią ze swoją własnością.

Sformułowanie zasady nieagresji traktować należy jako wielkie osiągnięcie kulturowe. To niezwykłe, że istnieje prosta zasada, która pozwala regulować tak wielką część relacji społecznych, zasada będąca niejako syntezą libertariańskiej moralności. Wydaje się jednak, że niektórzy libertarianie idą w podziwie dla geniuszu zasady nieagresji zbyt daleko – uznają oni, że ma ona charakter absolutny, że obowiązywać powinna we wszystkich możliwych warunkach, jakie możemy sobie wyobrazić. Takie podejście należy odrzucić: przede wszystkim z powodów moralnych, dodatkowo zaś z powodów „strategicznych”. Absolutyzowanie zasady nieagresji jest na płaszczyźnie moralnej nieuzasadnione, na płaszczyźnie marketingowej zaś – kontrskuteczne.
Spróbuję pokazać, w jakich sytuacjach wolno – w przekonaniu moim i innych nieabsolutystycznych libertarian – łamać zasadę nieagresji lub raczej, w jakich warunkach zasada nieagresji nie powinna być traktowana jako obowiązująca zasada moralna. Rozpatrzymy trzy sytuacje: (1) kwestię pomocy potrzebującym, (2) prawo do złamania zasady nieagresji w sytuacji zagrożenia życia, (3) prawo do łamania zasady nieagresji, by uniknąć negatywych konsekwencji anarchii.
Zasada nieagresji, prawa negatywne, prawa pozytywne
Pierwsza wątpliwość dotycząca absolutnego charakteru zasady nieagresji związana jest z kwestią obowiązku niesienia pomocy potrzebującym. Ponieważ libertarianie uznają, iż nikt nie ma prawa inicjować przemocy względem drugiej osoby lub jej własności, wskazują również, że nikt nie ma prawa zmuszać innych osób do pomagania potrzebującym. Skoro nie pomagając, nie inicjuję przemocy, nikt nie ma prawa stosować przemocy, by zmuszać mnie do pomagania (choć ma oczywiście prawo mnie do tego namawiać lub krytykować, gdy tego nie robię).
Problem ten wyjaśnia się zazwyczaj, kontrastując ze sobą dwa typy praw: negatywne i pozytywne. Prawa negatywne nie nakładają na nas obowiązków wymagających aktywnego działania na rzecz osoby posiadającej te prawa. Jedynym obowiązkiem, który posiadamy względem osoby, której przyznajemy prawo negatywne, jest powstrzymywanie się od działań, które by to prawo naruszały. Taki charakter ma właśnie zasada nieagresji. By uszanować prawo A do bycia wolnym od agresji, B nie musi podejmować żadnych działań – wystarczy, że powstrzyma się od inicjowania względem niego przemocy. Odmiennie sytuacja wygląda w wypadku praw pozytywnych, przyznanie komuś pozytywnego prawa do jakiegoś dobra, oznacza, że inne osoby zmuszone są dostarczyć tej osobie to dobro (odbywać może się to bądź odebranie im zasobów koniecznych do jego finansowania, bądź przez fizyczne zmuszenie ich do zapewnienia tego dobra). Jeśli A posiada pozytywne prawo do opieki medycznej, B, C, D i E mają obowiązek sfinansować tę opiekę medyczną, oddając część swych zasobów w postaci podatków. Oznacza to, że przyznanie komuś pozytywnego prawa do jakiegoś dobra, wiązać musi się z koniecznością odebrania innym osobom negatywnego prawa do zarządzania ich własnością i ich ciałem. Widać więc wyraźnie, że zgoda na prawa pozytywne (na prawo do opieki społecznej, edukacji, służby zdrowia, pracy, korzystania z kultury itd.), pociąga za sobą konieczność odrzucenia zasady nieagresji jako podstawowej zasady regulującej relacje społeczne.
Na to libertarianie zgodzić się nie mogą. Uznają oni, że prawo jednostki do dowolnego zarządzania swoją własnością i swoim ciałem nie może być poświęcone w imię obowiązku pomagania innym jednostkom. Cierpienie innych osób nie nakłada na nas obowiązków. Cierpienie nie daje cierpiącemu żadnych nowych praw, których nie posiadał, gdy nie cierpiał (libertarianie odrzucają więc uprawniającą teorię cierpienia). Pomoc potrzebującym winna mieć charakter dobrowolny. Jeżeli oburza nas lub niepokoi fakt, że inni cierpią, powinniśmy spróbować im pomóc i namawiać do udzielania takiej pomocy inne osoby, nie mamy jednakże prawa obrabowywać tych osób z ich dóbr, by dobra te wykorzystać do pomagania (w tekście Wolność jest najbardziej potrzebna najbiedniejszym pokazywałem, dlaczego nie powinniśmy obawiać się, że zniesienie obowiązku pomagania pogorszy sytuację potrzebujących).
Zasady nieagresji a sytuacje graniczne
Odrzucenie uprawniającej teorii cierpienia libertarianie uzasadniają dwoma argumentami (deontologicznym i konsekwencjalistycznym) – po pierwsze, obowiązek pomagania potrzebującym czyni z nas niewolników, po drugie, brak obowiązku pomagania nie oznaczałby, że potrzebujący pozostawieni zostaliby sami sobie (wolny rynek i dobrowolna pomoc społeczna wydają się lepszą metodą pomagania niż rynek regulowany i pomoc z państwowa). Istnieją jednak pewne szczególne sytuacje, w których perswazyjna siła tych dwóch argumentów zostaje znacząco osłabiona. Wyobraźmy sobie sytuację, w której:

(1) potrzebujący nie może szukać pomocy u innych osób (jest tylko jedna osoba, która może mu pomóc, ale odmawia ona udzielenia pomocy),
(2) brak udzielenia pomocy może spowodować katastrofalne pogorszenie sytuacji cierpiącego (np. śmierć),
(3) koszty, które poniesie osoba, która zostanie zmuszona do pomocy (której prawa zostaną naruszone), będą bardzo niewielkie.
Przykładowo:
(a) Zdrowy, dorosły mężczyzna przechodzi obok płytkiej sadzawki z wodą, w której topi się mała dziewczynka. Mężczyzna mógłby uratować dziewczynkę niczego nie ryzykując, nie mocząc nawet nóg. Załóżmy, że z jakiegoś powodu mężczyzna ten nie ma zamiaru pomóc tej dziewczynce. Czy mamy prawo zmusić tego mężczyznę do pomocy? (Zmuszanie go mogłoby działać dzięki prawu, które pozwalałoby postfaktycznie ukarać go za nieudzielenie pomocy –wobec lęku przed karą, mężczyzna byłby przymuszony do udzielenia pomocy).
(b) Grupa wędrowców zabłądziła na pustyni i jest na granicy śmierci z pragnienia. Natrafiają na kogoś, kto posiada olbrzymie zasoby wody, ale nie chce ich im udzielić, mimo iż obiecują oni, że gdy się uratują, wynagrodzą go z nawiązką. Czy osoby te mają prawo ukraść konieczną do przeżycia wodę (nawet wtedy, gdy wiedzą, że nie będą mogli zrekompensować kradzieży)?
Sytuacje takie określić można mianem granicznych. Wśród libertarian istnieje dwojakie spojrzenie na sytuacje graniczne. Libertariańscy absolutyści (w rodzaju Rothbarda czy Blocka) uznaliby, że nawet w takich sytuacjach nie powinno łamać się zasady nieagresji. Ich adwersarze (nieabsolutyści w rodzaju Huemera) wskazaliby, że nie ma powodu, by traktować zasadę nieagresji w sposób tak pryncypialny – jeżeli jej złamanie wiązałoby się z niewielkimi stratami, a pozwoliło uchronić kogoś przed śmiercią (i nie ma innej drogi, by ów stan osiągnąć), jest moralne, by złamać zasadę nieagresji.
Wydaje mi się, że jest oczywiste, że racja leży po stronie nieabsolutystów: mamy prawo zmusić mężczyznę do pomocy dziewczynce, wędrowcy mają prawo ukraść wodę. Byłoby moralnym absurdem pozwolić komuś umrzeć, chcąc unikną naruszenia praw trzeciej strony, nawet jeśli naruszenie to powodowałoby minimalne szkody. Mimo iż libertarianie zgadzają się z Kantowskim twierdzeniem, że powinniśmy traktować ludzi jako cele same dla siebie, nie zaś jako narzędzia do realizowania naszych celów, w wyjątkowych sytuacjach możemy użyć drugiej osoby jako narzędzia, jeśli straty tej osoby związane z naruszeniem jej praw (użyciem jej jako narzędzia) są minimalne, zaś celem tego działania jest uratowanie życia jakiejś osoby. Z takim rozpoznaniem moralnym zgodziłyby się – jak sądzę – praktycznie wszystkie zapytane o to osoby, trudno wyobrazić się, by jakakolwiek osoba o choćby minimalnym poziomie empatii uznała, że w podanych przykładach powinniśmy martwić się raczej o nienaruszalność praw własności właściciela wody niż o życie umierającej osoby.
Niegroźna odmiana wirusa utylitaryzmu…
Skoro pogląd mówiący, że w tego typu wypadkach wolno złamać zasadę nieagresji, zdaje się oczywisty, dlaczego absolutyści – wbrew powszechnie podzielanym intuicjom moralnym – upierają się przy bezwyjątkowości zasady nieagresji? Wydaje mi się, że są dwie odpowiedzi na to pytanie. Mała liczba absolutystów może rzeczywiście wierzyć, że zasada nieagresji jest atutem, który przebija wszystkie inne karty, i że żadna ilość cierpienia, nie pozwala na pogwałcenie praw własności drugiej osoby. Taka postawa jest jednak niezwykle rzadka – byłaby ona typowa dla osób całkowicie pozbawionych empatii (psychopatów) lub osób, które tak dalece uwierzyły w jakieś abstrakcyjne zasady filozoficzne, że udało im się zdławić odzywający się w ich wnętrzu głos moralnych intuicji (a więc funkcjonalnych psychopatów). Zgadzam się z nasuwającą się tu obiekcją, że fakt, iż większość uważa x za moralne, nie oznacza, że x jest moralne, jeśli jednak wszyscy – oprócz osób zaburzonych psychicznie –   uznają x za moralne, możemy chyba przyjąć, że x jest moralne (ostatecznie moralność jest dla ludzi).
Większość absolutystów nie jest oczywiście psychopatami. Łatwo się o tym zresztą przekonać, przyciskając ich (oczywiście werbalnie, inne formy przyciskania miałyby charakter agresji) i zmuszając do odpowiedzi, czy tak naprawdę wierzą, że nie wolno ukraść butelki wody, ratując się przed śmiercią, i czy sami nie złamaliby zasady nieagresji ratując swe dziecko (wszyscy znani mi absolutyści uznali, że złamaliby zasadę nieagresji). Musi być jakiś inny powód, dla którego obstają oni za zasadami moralnymi sprzecznymi nie tylko z ogólnymi, a także z ich własnymi intuicjami moralnymi. Powodem tym jest lęk, że jeśli zgodzimy się na pewne ustępstwa dotyczące zasady nieagresji, otworzymy furtkę dla dalszych ustępstw, które doprowadzą do podważenia pierwotnej zasady. Wyjątki jawią się tu niczym konie trojańskie, które – raz wpuszczone za mury pierwotnej teorii – rozsadzą ją od środka. Skoro uratowanie A przed katastrofą jest prawomocne kosztem małego cierpienia B, to dlaczego prawomocne nie jest uratowanie A przed dużym cierpieniem, kosztem znacznego (ale mniejszego) cierpienia B? Nie możemy użyć tutaj (jednego z najczęściej pojawiających się w teorii libertarianskiej) argumentu mówiącego, że cierpienia nie da się w żaden sposób mierzyć i porównywać, gdyż zgodziliśmy się wcześniej, że wolno łamać zasadę nieagresji, by uratować kogoś przed olbrzymim cierpieniem (śmiercią), kosztem niewielkiego cierpienia (kradzieży butelki wody). Raz zaszczepiony wirus utylitaryzmu czy konsekwencjalizmu jest – w tym ujęciu – w stanie uśmiercić deontologicznego ducha libertarianizmu.
W przekonaniu absolutystów nasz wybór jest więc następujący:
(1) albo zgadzamy się na absolutną zasadę nieagresji, czego niemiłą konsekwencją jest konieczność obstawania za moralnie kontrintuicyjnymi stwierdzeniami w stylu „nie wolno ukraść butelki wody nawet, gdy umierasz na pustyni z pragnienia”, ale co pozwala nam zachować integralność teorii,
(2) albo zgadzamy się na te wyjątki, ale konsekwencją jest rozmiękczenie i, co za tym idzie, dezintegracja teorii libertariańskiej.
Ponieważ (1) jest ewidentnie lepsze od (2) (także dlatego, że wypadki graniczne zdarzają się naprawdę rzadko), wybór jest prosty. (Zauważmy na marginesie, że pogląd ten, choć ma pozornie charakter deontologiczny, jest w istocie konsekwencjalistyczny: „boję się, że konsekwencją dopuszczenia wyjątków, w które sam wierzę, będzie dezintegracja ogólnej zasady, więc zmuszam się do wiary w zasadność bezwyjątkowości”).
Wydaje się jednak, że teoria mówiąca, że konsekwencją przyjęcia wyjątków od zasady nieagresji będzie dezintegracja zasady nieagresji, jest błędna. Przedstawione wyżej wyjątki są zarysowane w bardzo wyraźny sposób i łatwo odróżnialne od innych, bardziej typowych sytuacji. Wyjątki, które zezwalają na stosowanie zasady nieagresji, są przypadkami niezwykle rzadkimi, wymagają bowiem współistnienia wielu czynników, które współwystępują niezwykle rzadko. Dotyczą one szczególnego obszaru teorii moralnej, obszaru sytuacji granicznych, z którego wnętrza nie powinno tworzyć się prawa moralnego – w myśl zasady hard cases make bad law (do wniosku, że teorię moralną projektować powinniśmy, zaczynając do dylematu wagonika, dojść mogą tylko profesorowie etyki i związki zawodowe kolejarzy). Co więcej, status wyjątkowości tego typu granicznych sytuacji jest mierzalny nie tylko za pomocą nikłego prawdopodobieństwa ich wystąpienia, rozbieżności między wielkimi zyskami osoby ratowanej i małymi stratami osoby zmuszanej, ale przede wszystkim dlatego, że większość osób od razu intuicyjnie rozpoznaje je jako wyjątki.
Ponieważ wrodzone predyspozycje moralne powstały jako ewolucyjne przystosowania do życia w społeczności, nie obejmują one sytuacji granicznych, które są zbyt rzadkie, by stać mogły się trzonem intuicyjnego korpusu moralnego, który nosimy w sobie. Innymi słowy, ewolucja przystosowała nas do natychmiastowego odróżniania typowego od nietypowego, bo zasady moralne, w które nas wyposażyła, działają tylko w sytuacjach typowych. Ktoś, kto boi się, że można przejść po jakimś continuum od sytuacji granicznych do życia codziennego, popełnia błąd, nie rozumiejąc, że takie continuum może być rozrysowane jedynie przez filozofa, ale nie będzie istniało w głowie zwykłej osoby, której moralność ukształtowana jest przez ewolucję w sposób dyskretny (nieciągły). Dlatego – wbrew obawom antyutylitarystów – nie ma łatwego przejścia od „wolno ukraść butelkę wody na pustyni, gdy umiera się z pragnienia i nie ma innej możliwości ratunku (a po fakcie trzeba zadośćuczynić ofierze naruszenia)” do „wolno zabierać bogatym, by pomóc biednym”. Nie ma przejścia od sytuacji granicznych od uzasadnienia państwa redystrybucyjnego. Sytuacje graniczne są sformułowane w taki sposób, że zdają się zupełnie niepodobne do i łatwo odróżnialne od sytuacji, w które mają rzekomo płynnie przechodzić. Dlatego dopuszczenie pewnych wyjątków od zasady nieagresji nie wiąże się z ryzykiem dezintegracji teorii libertariańskiej.
 i niebezpieczna szczepionka absolutyzmu
Co więcej, istnieją dobre argumenty, by myśleć, że jest zgoła odmiennie. Ktoś, komu zależy na tym, by libertariańska teoria moralna wykonywała realną pracę w świecie, powinien rozumieć, że tego typu wyjątki od zasady nieagresji jedynie umacniają tę teorię, zbliżając ją do moralnych intuicji większości ludzi. W istocie, największą zaletą tej teorii jest jej bliskość względem podstawowych intuicji moralnych. Od groźby dezintegracji teorii libertariańskiej w wyniku uwzględnienia tego typu wyjątków niepomiernie większym zagrożeniem jest jej kontrintuicyjne usztywnianie, które czyni ją zbyt dogmatyczną, by mogła zostać przyjęta przez zwykłą jednostkę. Jeśli rozpoczniemy od uczynienia naszej teorii całkowicie niezgodną ze współcześnie uznawanymi intuicjami moralnymi, szansa na jej rozprzestrzenianie się stanie praktycznie zerowa. Wydaje się więc, że szczepionka absolutyzmu, za pomocą której niektórzy libertarianie chcą chronić swoją teorię przed dezintegracją, jest o wiele groźniejsza od choroby, której rozprzestrzenianiu chcą za pomocą tej szczepionki zapobiec. Doskonałym przykładem takiego błędnego i opłakanego w skutkach usztywnienia było upieranie się przez Rothbarda przy tym, że rodzice mają prawo głodzić swe dzieci, gdyż nakładanie na nich obowiązku karmienia ich, byłoby złamaniem zasady nieagresji. Rothbard, uwierzywszy w konieczność istnienia bezwyjątkowej teorii moralnej, doszedł do wniosków, które u każdej empatycznej osoby budzić musiały instynktowny sprzeciw (nawiasem mówiąc, problem praw dzieci i obowiązków rodziców to jeszcze jeden obszar, na którym absolutyzm zasady nieagresji może być zawieszony – jest to jednakże problem zbyt skomplikowany, by go tu poruszać). Chroniąc teorię przez rozwodnieniem, uczynił ją Rothbard niestrawną dla większości normalnych osób.

Istnieją więc, jak sądzę, dobre – teoretyczne i strategiczne – powody, by odrzucić absolutyzm.
Czy wolno inicjować przemocy, by nie dopuścić do inicjowania przemocy?
Drugim przypadkiem, w którym złamanie zasady nieagresji może być uzasadnione, jest sytuacja, w której ktoś naruszałby zasadę nieagresji po to, by uchronić daną społeczność przed zwiększeniem ilości naruszeń tej zasady. Sytuację tego rodzaju określa się czasem mianem paradoksu deontologicznego. Jak wskazuje Krzysztof Saja (odwołując się do rozważań Nozicka): „Paradoks deontologii sprowadzić można do pytania, czy jest racjonalne, aby przestrzegać danej normy deontycznej N nawet wtedy, gdy skutkiem tego będzie większa liczba przypadków pogwałcenia N”. Wyobraźmy sobie następującą sytuację – w wyniku kryzysu ekonomicznego władzę w jakimś państwie przejmują libertarianie. Udaje im się przeprowadzić reformy, efektem których jest likwidacja państwa i wprowadzenie ładu anarchokapitalistycznego. Jednak z jakichś względów (nie są one w tym momencie istotne) ład ów nie działałby w przewidywany sposób i nie produkowałby libertariańskiego porządku. Co prawda likwidacja państwa spowodowałaby zmniejszenie ilości przemocy państwowej, jednak prywatne instytucje mające zajmować się pilnowaniem porządku nie działałyby wystarczająco wydajnie, czego efektem byłoby radykalne zwiększenie przestępczości i/lub ryzyka napaści ze strony ościennego kraju. Inna grupa libertarian, zaniepokojona takim przebiegiem wydarzeń (odczekawszy stosowaną ilość czasu i upewniwszy się, że sprawy nie zaczną zmierzać w dobrym kierunku), postanawia odbudować państwo, które będzie zajmować się tylko i wyłącznie pilnowaniem, by pośród mieszkańców tego terenu przestrzegana była zasada nieagresji (państwo minimalne). By stworzyć takie państwo, grupa ta będzie musiała opodatkować społeczność i zapewnić sobie monopol na stosowanie przemocy. Ponieważ jednak agresja związana z pobieraniem bardzo niskich podatków i wykluczeniem prywatnej produkcji bezpieczeństwa i prawa wydaje się w takiej sytuacji mniej dotkliwa niż agresja związana z radykalnym zwiększeniem ilości przestępstw na tym obszarze (lub ze zwiększeniem ryzyka najazdu militarnego) – takie działanie może wydawać się z punktu widzenia libertarianizmu uzasadnione.
Prawomocność tego rozumowania zależna jest, jak się zdaje, od dwóch czynników:
(a) Od różnicy w ilości agresji, którą zastosujemy względem ofiar, a ilością agresji, której uda nam się uniknąć. Jeśli różnica ta byłaby bardzo duża (gdyby np. opodatkowanie wszystkich na kwotę 100 zł pozwoliło uniknąć krwawej wojny domowej), więcej osób przyznałoby mu słuszność, gdyby różnica ta była niewielka (gdyby opodatkowanie to pozwoliło uniknąć 100 zabójstw rocznie), mniej osób zgodziłoby się z tą teorią.
(b) Od różnicy w „jakości przemocy”, którą stosujemy wedle ofiar. Opodatkowywanie ludzi na niewielkie kwoty, by uniknąć zabijania wydaje się bardziej prawomocne, niż zabijanie ludzi, by uniknąć zabijania (lub zabijanie, by uniknąć okradania).
Zdaję sobie oczywiście sprawę, że naukowe mierzenie ilości agresji nie jest możliwe (jaka miałaby być jednostka agresji – cios, kop?), jednak troska o naukowość ustąpić musiałaby tu moralnym intuicjom.
Wszystko to prowadzi do wniosku, że jeśli restrykcyjne przestrzeganie zasady nieagresji prowadziłoby do zwiększenia ilości naruszeń agresji, dozwolone byłoby łamanie zasady nieagresji, po to (i tylko po to) by ilość tych naruszeń zmniejszyć. W ujęciu tym, istotą libertarianizmu nie jest unikanie inicjowania agresji, ale, jak wskazuje Nozick: „minimalizowanie sumy ważonej naruszeń praw w całym społeczeństwie”. By osiągnąć ów cel wolno odwoływać się do „użycia środków, które same przez się naruszają prawa ludzi”. Jeśli dałoby się dowieść, że całkowicie dobrowolny ład prowadziłby do zwiększenia ilości agresji w społeczeństwie, byłoby uzasadnione zastąpienie takie ładu państwem minimalnym. Wydaje się, że absolutystycznie nastawieni libertarianie musieliby odrzucić taki pogląd – musieliby uznać, że odmowa inicjowania przemocy jest wartością samą w sobie, niezależnie od konsekwencji, jakie takie działanie by przyniosło. Fiat anarchia, pereat mundus. W tym sporze stoję po stronie nieabsolutystów – nie chcę by sprawiedliwości stało się zadość nawet kosztem tego, że świat spłynie krwią.
Podsumowując, zauważyć trzeba, że istnieją przynajmniej dwie sytuacje, w których warto rozważyć prawomocność złamania zasady nieagresji. Pierwsza z nich to sytuacja, w której jej złamanie wiązałoby się z niewielkimi kosztami u ofiar, ale pozwoliłoby uratować komuś życie. Drugą z nich byłaby sytuacja, w której wprowadzenie ładu opartego na zasadzie nieagresji spowodowałoby (paradoksalnie) radykalne zwiększenie ilości złamań zasady nieagresji w danej społeczności. Pomijając te dwie sytuacje (jak i cały zespół kwestii związanych z opieką nad dziećmi), zasada nieagresji wydaje się właściwą zasadą moralną regulującą relacje między jednostkami.
Rozumiem rozżalenie libertariańskich absolutystów na myśl, że mieliby dopuścić wyjątki od zasady nieagresji, której siły upatrywali między innymi w jej bezwyjątkowości. Byłoby jednak błędem porzucać moralność, by zachować spójność.

 
0 Komantarzy

Wyślij komentarz

The Captcha image
Wisz kod z obrazka

Wyślij