Ostatnie wpisy

  • W - jak Wolność 2016-05-03 17:43:58

    I tak stałem się obywatelem nowego państwa Wolnej Republiki Liberlandu  https://liberland.org/en/main/  spodobała mi się preambuła do...

  • P - jak Państwo 2016-04-28 09:09:07

    Poniżej kolejne teorie natemat państwa przedstawione tym razem przez p. Damian Kubiak ze strony libertarianin.org, gdzie zgrabnie rozbiera się ze...

  • P - jak Pieniądze 2016-04-27 20:56:05

    „Są rzeczy ważniejsze od pieniędzy, ale bez pieniędzy tych rzeczy nie kupisz.” Prosper Merimee (1803 -...

  • P - jak Pieniądze 2016-04-22 20:53:42

    "Pieniądze są człowiekowi potrzebne po to, żeby nigdy o nich nie myślał." nieznane pochodzenie...

  • P - jak Państwo 2016-04-14 09:14:53

    Poniżej dalsza część poglądów na państwo p. Stanisław Wójtowicz przedstawiona na jego stronie:  Libertarianizm postuluje...

pokaż wszystkie

Allegro - aukcje

Ebay - aukcje

Ebay

This website uses cookies. By continuing to use this site, you are agreeing to our use of cookies. To learn more about it you can visit this site http://www.aboutcookies.org/

OK, don't show any more

P - jak Państwo

0 Komantarzy
2016-02-24 22:05:05
 

Poniżej przedstawiam dalszy ciąg poglądów na temat państwa p. Stanisław Wójtowicz, przedstawionych na jego stronie:
Redystrybucjonizm wskazuje, że państwo ma prawo odbierać pieniądze bogatym, by pomagać za ich pomocą biednym. Istnieje wiele odmian redystrybucjonizmu. Wyróżnić można np. silny (egalitarystyczny) redystrybucjonizm, który wskazuje, że redystrybucja powinna zmierzać do zrównania sytuacji materialnej różnych ludzi. Słaby redystrybucjonizm wskazuje, że zabierać pieniądze bogatym można tylko wtedy, gdy pomóc trzeba najbardziej potrzebującym. Pomiędzy tymi dwoma biegunami mieści się olbrzymia liczba różnych wizji tego, w jaki sposób polityka redystrybucyjna winna być zorganizowana.
Libertarianie sprzeciwiają się redystrybucjonizmowi zarówno na płaszczyźnie moralnej, jak i ekonomicznej (być może płaszczyzn tych nie należałoby rozdzielać). Po pierwsze, uważają oni, że państwo nie ma prawa obrabowywać jednostek z ich prawomocnie zdobytej własności nawet, jeśli część zrabowanych pieniędzy zostanie przekazana najbiedniejszym. Pomoc potrzebującym powinna być świadczona dobrowolnie. Po drugie, wskazują oni, że efektem wdrożenia polityk redystrybucyjnych jest zmniejszenie wydajności mechanizmu rynkowego, osłabienie ekonomicznych zachęt do pracy oraz wzmocnienie roli państwa w organizowaniu życia społecznego, czego długotrwałym efektem będzie pogorszenie sytuacji najbiedniejszych (redystrybucjonizm ma w ich przekonaniu nieodmiennie populistyczny charakter, służy jedynie uwodzeniu mas). W przekonaniu libertarian redystrybucjonizm jest więc nie tylko wątpliwy moralnie, ale jest także kontrskuteczny – nie przynosi on długotrwałego polepszenia sytuacji najuboższych. Libertarianie wierzą, że w ładzie wolnościowym osoby najbiedniejsze miałyby się lepiej niż w państwie redystrybucyjnym.
Nie chcę w tym momencie rozstrzygać, kto ma rację w sporze między redystrybucjonistami a libertarianami, a jedynie wskazać na interesujący problem moralny, który związany jest z nie tyle z samym redystrybucjonizmem, co z jego praktykowaniem. Rozumowanie redystrybucjonistów można przedstawić w następujący sposób:
(1) istnieją ludzie, którzy (z jakichś względów) mają dużo pieniędzy,
(2) istnieją ludzie, którzy (z jakichś względów) znajdują się w bardzo trudnej sytuacji materialnej,
(3) odbierając część pieniędzy bogatym i przekazując je najuboższym, radykalnie polepszymy sytuację tych ostatnich,
(4) ponieważ dokonując redystrybucji, przyniesiemy na świat wielkie dobro kosztem małego zła (bogaci stracą wprawdzie część swojej własności, ale straty, które odczują, będą niewspółmiernie małe do zysków, które odczują biedni), redystrybucja jest uzasadniona moralnie.
Weźmy w tym momencie to rozumowanie za dobrą monetę – załóżmy, że redystrybucja rzeczywiście pomaga i że zło związane z rabunkiem rzeczywiście przeważone zostaje dobrem z dostarczonej pomocy. Zgódźmy się, że zabieranie bogatym i dawanie biednym jest moralnie uzasadnione. Czy jednak, jeśli tak jest, nie powinniśmy wprowadzić dodatkowej zasady moralnej:
Jeżeli osoba dokonująca redystrybucji otrzymuje więcej pieniędzy niż najbiedniejsza osoba, której odbiera się pieniądze, możemy zakładać, że celem redystrybucji nie jest pomoc biednym, ale że jest ona przeprowadzana dla zysku redystrybutora.
Jak wskazałem, tym, co uzasadnia (w przekonaniu jej zwolenników) redystrybucję na płaszczyźnie moralnej, jest fakt, że osoby, którym zabiera się pieniądze (płatnicy), mają ich więcej niż ci, którym się daje. Dlatego też każda redystrybucja, w której zabiera się biednemu i obdarowuje się bogatego byłaby – wewnątrz tego uzasadnienia – całkowicie nieprawomocna, niemoralna. Ale przecież praktycznie wszyscy politycy, którzy dokonują redystrybucji, posiadają więcej niż większość osób, które poddawane są procesowi redystrybucji (jako płatnicy). Skoro celem redystrybucji jest pomaganie potrzebującym, czemu ci, którzy ją organizują, otrzymują więcej (często nieporównywalnie więcej) niż ci, którzy jej podlegają? Tak więc choć politycy głoszą, że moralnym uzasadnieniem redystrybucji jest fakt, że pomaga ona biednym kosztem bogatych, to w ich wypadku pomaga ona bogatym, kosztem biednych. Ci, którzy najsilniej głoszą moralną konieczność dzielenia się z potrzebującymi, sami nie tylko są zwolnieni z konieczności dzielenia się z nimi, ale dodatkowo obrabowują tych biednych, by samemu mieć więcej. Politycy organizujący redystrybucję, jeśli chcieliby pozostać w zgodzie z ideami, które rzekomo reprezentują, powinni więc bądź obniżyć swe pensje do poziomu zarobków najbiedniejszego płatnika podatków, bądź po prostu rozdawać nadwyżkę ubogim. Jeżeli tego nie robią, oznacza to, że ich celem wcale nie jest pomaganie najbiedniejszym.
Wszyscy doskonale wiemy, jaki argument padnie w tym momencie z ust zwolenników państwa. Gdyby politycy nie otrzymywali wysokich uposażeń, byliby podatni na korupcję. Ten argument wydaje się jednak dziwaczny. W istocie blisko mu do argumentu, który wskazywałby, że mamy obowiązek płacić złodziejom, gdyż jeśli nie będziemy tego robić, będą oni mieli zbyt dużą motywację, by kraść (jeśli nie będziesz się wyrywać, to nie będzie bolało). Teoria państwowego redystrybucjonizmu mówi, że państwo musi zmuszać nas do pomagania biednym, gdyż wobec jego braku pomoc ta byłaby niewystarczająca. Jeśli to jednak cechujący się „lewicową wrażliwością” politycy są tymi, którzy zmuszać mają niewrażliwe masy do niesienia pomocy (przymykam w tym momencie oko na naiwność takiego obrazu rzeczywistości), to czemu ci wrażliwi politycy muszą sami siebie dodatkowo się wynagradzać, by uwolnić się od pokus, które niesie władza? Robiąc tak, byliby niczym kapłan, który uczęszcza do domu uciech, by rozładować napięcie seksualne, które utrudnia mu efektywne głoszenie zalet czystości.
Nie chciałbym być źle zrozumiany. Nie twierdzę, że gdyby politycy składali śluby ubóstwa i czystości, dokonywana ich rękoma redystrybucja byłaby uzasadniona. Świat wycierpiał już wystarczająco wiele z rąk mnichów, których – jak chciał Nieczajew – jedyną namiętnością była rewolucja. Obrabowywanie ludzi z ich prawomocnie zdobytych dóbr jest złe, niezależnie od tego, jak wzniosłe cele sobie stawiamy i co mamy zamiar zrobić ze zrabowanymi pieniędzmi. Chodzi mi raczej o to, że opływający w bogactwa redystrybucjoniści grzeszą podwójnie: nie tylko głoszą fałszywą moralność, ale równocześnie sami łamią jej zasady. Żądają miłosierdzia i ubóstwa, jednak sami miłosierni i ubodzy nie są.
PS Teorię tę można rozszerzyć na osoby, które nie są politykami, ale które uznają redystrybucjonizm za prawomocną teorię moralną. Ale o tym (i o tym, dlaczego redystrybucjoniści nie powinni jeść lodów) przeczytać będzie można w następnych wpisach.

 
0 Komantarzy

Wyślij komentarz

The Captcha image
Wisz kod z obrazka

Wyślij